Taty dylematy – horror na kosmetykach

Skończył mi się wczoraj wieczorem szampon, niby prosta sprawa. Wybrałem się na poszukiwania do najbliższego – osiedlowego sklepu. Nic nie zapowiadało horroru.
DSC_0391-twiga-babywearing-coat-for-two-red-softshell

Mojego szamponu, mimo, że popularny nie było.

Był za to milion innych: do włosów tłustych, łamliwych, farbowanych, balansujący, przetłuszczający, odtłuszczający, zero kalorii, bezglutenowy, wegetariański. Za cholerę nie wiedziałem który, ale to nic, jeszcze dwie półki z kosmetykami do przejrzenia.

Czarny. Jest! To musi być dla facetów!

Kurde, dla siwiejących. Szanowna Małżonka znalazła u mnie dopiero dwa siwe włosy. Właściwie to jeden, tylko odrósł po ostatnim strzyżeniu.

Szukam dalej.

Tragedia – nie ma w sklepie czegoś, co nazywa się po prostu „szampon”. Nawet zrezygnowałem z „dla mężczyzn”.  Już bym zdążył do drogerii skoczyć w tym czasie…

Trzecia półka.

Dalej nie ma normalnego szamponu, ale moją uwagę przykuwa szampon naturalizujący czy jakoś tak, nieistotne. Może nie zabije, a może nawet wzmocni.

Uwaga! Z wyciągiem z drożdży piwnych i chmielu! Nigdzie nie jest napisane jaki dżender, ale biegnę do kasy i pytam, żeby się upewnić:

– Pani, ten szampon – drożdże piwne, chmiel – niech pani powie, że to męski…

– A chce go pić czy włosy myć?

Cały wieczór miałem dylemat.

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *