Pierwsza wyprawa Hani w Karkonosze – cz. 2

Kontunuując relację z wyprawy na Szrenicę… Pierwsza rzecz, jaką spotkaliśmy – z pewnością będzie hitem lata 2013 w Ikei – ekstrawaganckie brzozowe krzesełko. Bardzo wygodne. Tato własnym, osobistym tyłkiem przetestował. Można się na nim nawet zdrzemnąć.

Kiedy tato testował krzesło, Hania znalazła w trawie „bieblonkę”. Ale fotki nie mamy – musicie wierzyć na słowo.

A potem to już tylko szliśmy i szliśmy – aż doszliśmy do Hali Szrenickiej.

Pod Schroniskiem zrobiliśmy mały popas – Hania pobiegała z lizakiem, zagryzła go pomidorem i ruszyliśmy w stronę szczytu Szrenicy.

Tato po drodze patrzył z tęsknotą w stronę Śnieżnych Kotłów…

A Hania w tym czasie spacerowała zamyślona:

i zbierała kamyki – „kolale z nich zlobie tato”

Przed wejściem na szczyt zahaczyliśmy jeszcze o Trzy Świnki – spotkaliśmy tam jakąś kozicę górską (nie z naszego stada;)

No i w końcu weszliśmy na Szrenicę – widok piękny, nawet Hania to zauważyła i kolejny raz zaniemówiła na chwilę.

Wejście zajęło nam około 3 godzin. Wypiliśmy kawę w schronisku, schrupaliśmy czekoladę (takiego drogiego Nussbeissera jeszcze nie jadłem;) i ruszyliśmy z powrotem.

Zejście zajęło 1 godzinę i 5 minut. Szczegóły techniczne i organizacyjne opiszemy w kolejnym, podsumowującym odcinku – wiedza ta zapewne przyda się planującym podobny wypad;)

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *