Pierwsza wyprawa Hani w Karkonosze – cz. 1

Za kilka dni będzie 5 lat jak Tato wybrał Mamę w góry. Nawet nie byli jeszcze wtedy „chłopakiem” i „dziewczyną”. Taką do „chodzenia”, no wiecie;) No i tak się jakoś potoczyło, że się zakochali, pobrali i na 5 rocznicę Rajdu Karkonoskiego Niedzielnych Kozic Górskich zabrali owoc tej miłości do Szklarskiej Poręby. Miejsca, gdzie zaczął się Rajd, który rozpoczął Coś Nowego.

Tak to wyglądało 5 lat temu:

Wyprawa trochę z partyzanta, nie wszystko było dopięte na ostatni guzik, o paru rzeczach w pośpiechu zapomnieliśmy, ale nikt nie ucierpiał. W samochodzie znalazła się Hania, Ciocia Ania i rodzice. Do tego nocnik, trochę ubrań i bułek oraz żelki i woda mineralna. I wózek, który został na dole i pilnował samochodu. Do spółki z nocnikiem.

Po kilkunastu minutach kręcenia się po Szklarskiej znaleźliśmy parking, którego nie pamiętamy z poprzedniej wyprawy – przy wyjeździe w stronę Jakuszyc. Całkiem blisko z niego do Wodospadu Kamieńczyka.

W czasie poprzedniej wyprawy (na Ostrzycę) zauważyłem, że im większe kamienie na ścieżce, tym chętniej Hania sama idzie. Tutaj z grubsza się potwierdziło – jak równo pod nogami, Hania w nosidełku, jak kamienie – „Hania siama”.

Z uwzględnieniem powyższej prawidłowości doszliśmy do Kamieńczyka w czasie krótszym niż pół godziny. Hania pewnie powiedziałaby, że jest „dzialombisty” – ale mowę jej odjęło. Miała wielce zdziwioną minę jak wyrosło przed nią tyle „nieleżącej” wody. Takie duuuże WTF?

Wodospad KamieńczykaOdezwała się dopiero jak trzeba było oddać na górze kask. Nie chciała go oddać. Dopiero jak kupiliśmy mapę i widokówkę – udało się wymienić je na kask i go oddać.

Przy okazji – zasłyszana została rozmowa zmanierowanej parki – chcieli wejść pod wodospad, ale nie chcieli zakładać kasków, które nosił już milion osób. Ciekawe czy w końcu poszli czy nie.

Po wyjściu z „parteru” wodospadu poszliśmy pod schronisko, gdzie akurat odbywała się jakaś akcja „Bezpiecznie w górach” spotkaliśmy krowę z Tauronu (pozdrawiamy operatora;):

Hania bardzo chciała do krowy, ale po zbliżeniu uciekała. Zdjęć za to innych jak z krową nie chce z tej wyprawy oglądać. Tauron rozdawał jeszcze czapeczki i izotoniki – nie powiem – przydały się – zwłaszcza napoje przy zejściu. Oprócz tego można jeszcze było dać sobie pomalować buzię (raczej dla dzieci), wziąć udział w konkursie polegającym na pakowaniu walizek do Mercedesa (nie wiem jaki to model, bo nie podchodziłem, nie robił na mnie wrażenia;) oraz przymierzyć buty firmy Salomon z Gore-Texem (rozdawali kupony dające 100PLN zniżki w kilku sklepach z tymi butami – jak ktoś chce taki odkupić za pół wartości, to zapraszam;)

Chwilę więc tam spędzilimśy zanim ruszyliśmy dalej…

Ciąg dalszy w nasŧępnym odcinku. Jeszcze nas bolą pewne części ciała. Trzeba iść spać, a nie na internetach siedzieć.

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *